Poznajcie jesienną Ulę. Wspominałam już wcześniej, że są lalki, które powstają szybko. Praca nad nimi przebiega w płynności. Ruch za ruchem, etap po etapie – bez dłuższego zastanawiania się, odkładania do rana by spojrzeć na coś świeżym okiem, dodatkowych poprawek. Pierwsza wyciągnięta tkanina na ubranka jest tą z której szyję sukienkę, w nocy przychodzi sen na temat koloru sweterka. Mam odczucie, jakby lalka bardzo chciała pojawić się na tym świecie. I oto jest. Stoi na moim biurku i uśmiecha się delikatnie, patrząc przez swoje okulary. Jest gotowa do drogi i rozpoczęcia swojego lalkowego życia. U mnie „tylko” i „aż” powstała. Ciekawa jestem dalszych losów moich prac. Czasami dostaję listy z takimi opisami, zwłaszcza przy okazji zamówień na dodatkowe ubranka. I ku swojej wielkiej radości, dostaję też zapytania o wykroje do samodzielnego szycia. W pedagogice waldorfskiej zamiast kolejnych zabawek tworzy się lub kupuje coś dla tych, które już są. Lalka może dostać ubranka na dany sezon, łóżeczko, wózek, domek. Lalka ma być dzieckiem naszego dziecka, zachętą do uczenia się opiekuńczości, uwagi i dbałości. Trudno być czułą mamusią dla dwudziestu lalek, dokładnie tak samo jak trudno być taką mamą dla tylu dzieci. Wiem, że w dobie dobrobytu w jakim żyjemy, nie jest to ani łatwe ani modne. Ale dla mnie ma sens. Czy dla Was też?
Pooglądajcie jesienną Ulę na zdjęciach.




Lalka ma 47 cm wielkości.